Alex wyjrzała przez okno. Był piękny, ciepły poranek. Z resztą jak zawsze w Los Angeles. Tam wszystko było takie inne, świeże, wesołe. Alexandra kochała to miasto. Wychowała się tam i nie zamierzała nigdy wyjeżdżać. Miała 19 lat i dopiero co wyprowadziła się od rodziców. Chciała być samodzielna. Móc cieszyć się życiem. Znalazła pracę i wynajmowała małe, choć przytulne i urządzone w jej stylu mieszkanie w centrum. Alex nie miała chłopaka. Nigdy jej to nie przeszkadzało ponieważ miała przy sobie przyjaciółkę Cathie dla której gotowa była zrobić wszystko. Tak jak Cathie dla Alex. Miała wszystko czego kiedykolwiek pragnęła. Była szczęśliwa.
Odsunęła się od okna podeszła do lustra. Była wysoką. szczupłą szatynką o brązowych dużych oczach. Koleżanki od zawsze zazdrościły jej urody, ale ona nigdy nie widziała w sobie niczego specjalnego. Otworzyła szafę i wyjęła zwiewną sukienkę w kwiatki. Następne poszła do łazienki wziąć prysznic, ubrać się i zrobić lekki makijaż, ponieważ dzisiaj szła do pracy. Godzinę później była już gotowa, więc poszła do kuchni zjeść śniadanie. Potem poszła do samochodu i pojechała. Była opiekunką do dzieci. Właściwie opiekowała się tylko jednym dzieckiem trzy lub cztery dni w tygodniu. Andy miał trzy lata i był tak uroczy że nie dało się go nie lubić. 15 minut później była już na miejscu więc zapukała do drzwi.
-Witaj Alex. Jesteś w samą porę. Zaraz mam spotkanie. Wrócę około 17. Proszę Cię tylko żeby nie oglądał za długo bajek. Wcześnie dzisiaj wstał więc koło południa może zaśnie na jakąś godzinkę lub dwie? Będziesz miała wtedy chwilę odpoczynku od tego małego szaleńca.
-Dobrze Pani King. Będziemy się świetne bawić prawda Andy? - Zapytała Alex.
-Jak zawsze ciociu Alex. - odpowiedział chłopiec przytulając dziewczynę.
-Ahh. Byłabym zapomniała. Po południu wpadnie tu mój siostrzeniec Bill po parę rzeczy potrzebnych jego matce. Gdy przyjedzie daj mu proszę te kartony, dobrze Alex? - Zapytała matka Andy'ego.
-Tak oczywiście. Do zobaczenia Pani King. - Powiedziała i zamknęła drzwi za swoją pracodawczynią.
Po chwili bawili się już w najlepsze. Układali zamki z klocków, ścigali się samochodzikami i bawili w różne wesołe gry.Andy opowiadał Alex różnie historie. Mówił że są prawdziwe i wydarzyły się poprzedniego dnia gdy był ze swoją mamą w parku, ale dziewczyna jakoś nie chciała wierzyć, że drzewa ożyły i bawiły się z nim w chowanego, ale oczywiście tego nie okazywała i udawała zaskoczoną gdy słyszała kolejną zmyśloną historię. Było jej wtedy żal, że nie jest już dzieckiem i takie historie nie wydają się jej już możliwe. Uśmiechnęła się na myśl o tym, jak zareagowałaby 15 lat wcześniej. Najprawdopodobniej zrobiłoby to na niej duże wrażenie i od razu chciałaby poznać te drzewa.
Kilkanaście minut po 12:00 spróbowała położyć małego do snu, licząc na to, że będzie miała chwilę na odsapnięcie, ponieważ mimo tego, że lubiła bawić się z Andy'm, to i tak był to bardzo aktywny chłopak i trudno było za nim nadążyć. Próbowała śpiewać mu kołysanki i przytulać ale był tak wesoły i chętny do zabawy, że po 10 minutach wrócili do salonu i zaczęli zabawę w berka.
Zapukał do drzwi. Czekał przez chwilę ale nikt nie otworzył wiec zrobił to jeszcze raz, tylko mocniej. Dalej nic. Westchnął tylko, otworzył drzwi i wszedł do środka. Od razu uderzył go straszny bałagan. Wszędzie były porozrzucane zabawki Andy'ego. Postawił więc swoją torbę koło stolika przy wejściu i poszedł do salonu omijając po drodze samochodziki i misie chłopca. Oparł się o schody prowadzące na górę i z uśmiechem obserwował dziwaczną scenę. Opiekunka jego brata ciotecznego wydała się mu naprawdę ładna. Nie widział w prawdzie dokładnie jej twarzy, ponieważ leżała na podłodze przytulając, łaskocząc i całując małego Andy'ego, a chłopiec śmiał się w sposób który od zawsze sprawiał, że Bill też skręcał się ze śmiechu. Próbował jednak powstrzymać tę potrzebę.
Bawili się w najlepsze, łaskocząc się nawzajem, aż w końcu dziewczyna zmęczyła się i zamierzała usiąść na sofie. Wstając kątem oka zauważyła wysokiego przystojnego blondyna o długich włosach i brązowych oczach. Uśmiechał się do niej pokazując idealnie równe zęby. Zamurowało ją. Nie wiedziała kim jest ten wytatuowany typ stojący parę metrów od niej opierając się o poręcz schodów.
-Eee?... Kim jesteś? - Powiedziała zaskoczona.
-Bill. Jestem Bill. Wpadłem po parę rzeczy. Ciotka nie wspominała? - Odpowiedział uśmiechając się szeroko do nowopoznanej dziewczyny.
-Ahh taaak. Mówiła. Przepraszam. Musiało wylecieć mi z głowy przez te zabawy z Andy'm. - Powiedziała i poczuła się głupio myśląc o tym że przecież musiał widzieć jak rzuca się po podłodze jak opętana i łaskocze małego chłopca. Delikatnie poczerwieniała na twarzy, ale z rozmyślań wytrącił ją Bill pytając czy nie wie gdzie są kartony które miał zabrać.
-Tak wiem. Chodź za mną. Pokażę Ci je. - Powiedziała i ruszyła w kierunku kuchni.- Tutaj są. - Machnęła ręką i pokazała 3 duże kartony. - A tak w ogóle to jestem Alex - szeroko się do niego uśmiechnęła a on zrobił to samo.
-Miło mi Cię poznać. - Odpowiedział biorąc w ręce dwa kartony.
-Czekaj pomogę Ci - Powiedziała i złapała ostatni karton.
-Nie no co ty. Nie musisz tego dźwigać. Poradzę sobie.
-Oj no nie przesadzaj. Dam radę. Nie jestem małą dziewczynką. Z resztą to nie jest wcale takie ciężkie - Powiedziała i uśmiechnęła się do chłopaka.
Wyszła z kuchni a on za nią. Zbyt zaangażowany w przyglądanie się jej i rozmyślanie czy zrobił na niej dobre wrażenie nie zwracał uwagi na leżące dookoła zabawki które ona zręcznie omijała. To był błąd. Ustał na jednym z samochodzików i zachwiał się do przodu. Może udałoby mu się utrzymać równowagę i wrócić do pionu ale przeszkodziły mu w tym dwa ciężkie kartony które niósł przed sobą i nie udało mu się uniknąć upadku. Pech chciał, że upadł prosto na Alex, przygniatając ją do ziemi. Dziewczyna jęknęła z bólu. Czuła kłucie w prawej ręce. Bill pomógł jej wstać.
-O Boże, Alex. Nic Ci nie jest? Dobrze się czujesz? Boli Cię ta ręka? Daj zobaczę. Naprawdę przepraszam. Poślizgnąłem się na jakiejś zabawce i nie mogłem złapać równowagi. Naprawdę bardzo mi przykro. To nie wygląda dobrze. Matko co ja zrobiłem?! A co jeśli jest złamana? Bill jesteś totalnym idiotą! Przepraszam Alex, naprawdę nie chciałem.
Mówił tak i mówił aż w końcu przestała go słuchać. Ręka dalej bardzo ją bolała. Ponownie zwróciła na niego uwagę gdy wziął Andy'ego na ręce, objął ją i zaprowadził do samochodu.
- Bill co ty robisz? Gdzie my jedziemy? - Zapytała rozpraszana bólem ręki, nie wiedząc co się dzieje gdy otwierał drzwi samochodu i pomagał jej wsiąść.
- No jak to gdzie? Do szpitala. - Odpowiedział i ruszył.
Usłyszała w jego głosie nutkę strachu. Była na niego trochę zła bo to jego wina, że teraz musi znosić ten ból, ale wiedziała, że nie chciał tego i czuje sie winny więc jej przeszło. 10 minut później i 4546433 pytań Billa czy boli mniej byli już w szpitalu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz